Od niemal 50 lat wspiera strażaków w walce z pożarami lasów. Czy Dromader doczeka się następcy?

Gdy kilka tygodni temu podczas działań przy pożarze Puszczy Solskiej doszło do katastrofy samolotu gaśniczego Dromader, uwaga opinii publicznej skupiła się przede wszystkim na samym wypadku. Dla strażaków, leśników i ludzi związanych z lotnictwem była to jednak również okazja do zadania ważniejszego pytania. Jak długo jeszcze konstrukcja zaprojektowana w latach 70. będzie stanowiła podstawę lotniczej ochrony przeciwpożarowej polskich lasów?

Dromader nie jest zwykłym samolotem. Dla wielu strażaków to jeden z symboli walki z wielkoobszarowymi pożarami lasów. Gdy na niebie pojawia się charakterystyczna sylwetka maszyny lecącej nisko nad koronami drzew, zwykle oznacza to, że sytuacja jest poważna. Przez lata samoloty te wspierały działania podczas największych pożarów lasów w Polsce, stając się nieodłącznym elementem systemu ochrony przeciwpożarowej.

Co ciekawe, Dromader nigdy nie był projektowany jako samolot gaśniczy. Jego historia rozpoczęła się w Mielcu, gdzie w 1974 roku ruszyły prace nad nową konstrukcją przeznaczoną głównie do zastosowań rolniczych. Pierwszy lot prototypu odbył się w sierpniu 1976 roku. Konstruktorzy chcieli stworzyć maszynę prostą, wytrzymałą i zdolną do pracy w trudnych warunkach. Nikt wtedy nie przypuszczał, że niemal pół wieku później samolot nadal będzie aktywnie uczestniczył w ochronie polskich lasów.

Bardzo szybko okazało się, że Dromader ma znacznie większy potencjał niż tylko wykonywanie oprysków. Duża ładowność, mocna konstrukcja, możliwość startów z krótkich pasów i stosunkowo prosta obsługa sprawiły, że zainteresowali się nim użytkownicy z całego świata. W różnych wersjach wyprodukowano ponad 750 egzemplarzy, które trafiły do ponad 20 krajów. Dziś Dromadery można spotkać między innymi w Stanach Zjednoczonych, Kanadzie, Australii, Hiszpanii, Grecji czy Turcji.

W Polsce samolot znalazł swoje miejsce przede wszystkim w lotniczej ochronie przeciwpożarowej lasów. I choć większość osób kojarzy gaszenie pożarów z działaniami Straży Pożarnej, za system lotniczy odpowiadają głównie Lasy Państwowe. Każdego roku uruchamiana jest sieć baz lotniczych, z których startują samoloty patrolowe, śmigłowce i samoloty gaśnicze.

Dziś trudno wyobrazić sobie ten system bez Dromaderów. Zgodnie z informacjami Mieleckich Zakładów Lotniczych w sezonie ochrony przeciwpożarowej w 17 leśnych bazach lotniczych rozmieszczonych jest 19 samolotów M-18 Dromader. Maszyny operują na terenie wielu regionalnych dyrekcji Lasów Państwowych i pozostają w gotowości przez cały okres największego zagrożenia pożarowego.

Dla strażaków pracujących na ziemi ich obecność ma ogromne znaczenie. Samolot może zabrać około 2400 litrów wody lub środka gaśniczego i w bardzo krótkim czasie znaleźć się nad miejscem pożaru. Jego zadaniem nie jest ugaszenie całego pożaru. Ma ograniczyć rozwój ognia, schłodzić najbardziej zagrożone miejsca i dać czas siłom naziemnym na rozwinięcie skutecznych działań.

Wystarczy przypomnieć największe pożary lasów ostatnich lat. Niezależnie od tego, czy były to pożary na Mazowszu, Pomorzu czy Lubelszczyźnie, niemal zawsze w działaniach pojawiały się samoloty gaśnicze. Tak było również podczas niedawnego pożaru w Puszczy Solskiej, gdzie oprócz śmigłowców wykorzystywano także Dromadery wykonujące kolejne zrzuty wody nad terenem objętym ogniem.

Patrząc na wiek konstrukcji, wiele osób zadaje sobie pytanie, czy samoloty te nie powinny już dawno trafić do muzeum. Specjaliści patrzą jednak na ten problem zupełnie inaczej. W lotnictwie wiek projektu nie jest najważniejszy. Znacznie większe znaczenie mają stan techniczny konkretnego egzemplarza, regularne remonty, dostępność części zamiennych oraz spełnianie wymagań certyfikacyjnych.

Po katastrofie pod Biłgorajem pojawiło się wiele spekulacji dotyczących stanu technicznego maszyny. Zarówno Lasy Państwowe, jak i Mieleckie Zakłady Lotnicze podkreślały jednak, że samolot posiadał wymagane certyfikaty oraz uprawnienia do wykonywania tego typu lotów. Przedstawiciele operatora wskazywali również, że rodzina samolotów M-18 Dromader posiada certyfikację dopuszczającą wykonywanie operacji również w porze nocnej przy spełnieniu określonych warunków.

Mało kto wie, że Dromader przez lata był także modernizowany. Powstały kolejne wersje rozwojowe, a na rynku pojawiły się również odmiany wyposażone w nowoczesne silniki turbinowe Pratt & Whitney PT6. Tak zwane Turbine Dromadery miały poprawić osiągi, niezawodność oraz ekonomikę użytkowania. Choć nie zrewolucjonizowały rynku lotniczego, pokazały, że nawet konstrukcja wywodząca się z lat 70. może być dalej rozwijana. Nie oznacza to jednak, że świat zatrzymał się na Dromaderze.

W ostatnich latach coraz większą popularność zdobywają amerykańskie Air Tractory AT-802F. W wielu krajach są one traktowane jako naturalni następcy starszych samolotów gaśniczych. Oferują nowoczesną awionikę, większy komfort pracy załogi i szerokie możliwości konfiguracji. Szczególną popularnością cieszy się wersja Fire Boss wyposażona w pływaki, która może pobierać wodę bezpośrednio z jezior i zbiorników wodnych.

Jeszcze wyżej znajdują się samoloty-amfibie Canadair CL-415 oraz nowoczesne DHC-515. To właśnie te maszyny stały się symbolem walki z ogromnymi pożarami w Grecji, Hiszpanii czy Chorwacji. Potrafią jednorazowo zrzucić wielokrotnie więcej wody niż Dromader i prowadzić działania przez długi czas bez konieczności częstych powrotów do baz.

Problemem pozostają jednak koszty. Zakup nowoczesnych samolotów gaśniczych oznacza wydatki liczone w setkach milionów euro. Do tego dochodzą koszty infrastruktury, szkolenia pilotów, zaplecza technicznego oraz utrzymania całego systemu. Nie chodzi więc wyłącznie o wymianę samolotów, ale o przebudowę modelu lotniczej ochrony przeciwpożarowej funkcjonującego w Polsce od wielu lat.

Warto też pamiętać, że warunki panujące w Polsce różnią się od tych znanych z południa Europy. Ogromne pożary obejmujące tysiące hektarów lasów nadal należą u nas do rzadkości. Z tego powodu wielu specjalistów uważa, że nie należy bezrefleksyjnie kopiować rozwiązań stosowanych w Grecji czy Hiszpanii, lecz rozwijać system dostosowany do krajowych realiów.

Jednocześnie nie da się nie zauważyć zmian zachodzących w ostatnich latach. Coraz dłuższe okresy suszy, rekordowe temperatury i rosnące zagrożenie pożarowe sprawiają, że znaczenie lotnictwa gaśniczego będzie stale rosło. A wraz z nim wracać będzie pytanie o przyszłość Dromaderów.

Jedno pozostaje jednak bezdyskusyjne. Przez blisko pół wieku Dromader pomagał strażakom podczas tysięcy akcji, chronił polskie lasy i stał się jednym z najbardziej rozpoznawalnych symboli lotniczej ochrony przeciwpożarowej. Dziś nadal pozostaje ważnym elementem tego systemu. Coraz częściej pojawia się jednak pytanie nie o to, czy zasłużył na miejsce w historii, ale kiedy przyjdzie czas na jego następcę.

Exit mobile version