Pożary domowych i kontenerowych baterii oczami użytkowników i strażaków

foto. KW PSP Poznań

W maju doszło do jednego z pierwszych pożarów dużego systemu magazynowania energii (2 MWh) i domowej instalacji bateryjnej współpracującej z fotowoltaiką. Portal wysokienapięcie.pl zapytał użytkowników i strażaków o tego typu pożary.

Pożar kontenerowego BESS o pojemności 2 MWh w Czajkowie

Do pożaru kontenerowego systemu magazynowania energii doszło 7 maja na terenie zakładu produkującego drewniane palety w Czajkowie w Wielkopolsce. Jak wynika z ustaleń WysokieNapiecie.pl, naczepa z kontenerowym magazynem przyjechała na teren zakładu produkcyjnego dzień wcześniej. Magazyn miał zostać następnego dnia zdjęty z naczepy i zainstalowany jako element infrastruktury energetycznej zakładu, któremu państwowa spółka dystrybucyjna nie była w stanie zapewnić ani wystarczającej mocy przyłącza, ani pewności zasilania, a dodatkowo odłączała mu zdalnie jego własną instalację fotowoltaiczną.

Zakład, po zakupie nowej linii technologicznej, potrzebuje 1 MW mocy. Dostępne przyłącze jest znacznie mniejsze, więc system uzupełnia kogeneracja gazowa. Pozwala ona także ograniczyć koszty mocy zamówionej u dystrybutora. Aby zmniejszyć rachunki za gaz, firma zainwestowała w 200 kW fotowoltaiki na dachu hali produkcyjnej. Jednak, chociaż zakład zużywa całość swojej produkcji ze słońca na własne potrzeby, to i tak – jak tłumaczy nam właściciel firmy − państwowy dystrybutor energii regularnie zdalnie odłącza mu instalację w słoneczne dni. Dlatego właściciel zdecydował się na leasing bateryjnego systemu akumulacji energii elektrycznej. Z jednej strony będzie on w stanie odbierać energię z fotowoltaiki, a z drugiej strony odciąży kogenerator i przejmie chwilowe szczyty zapotrzebowania na moc, powstające np. przy cięciu twardszych kawałków drewna.

Z naszych informacji wynika, że był to kontener przygotowany przez polską firmę (udało nam się z nią skontaktować, ale na ocenę sprawy z jej perspektywy jeszcze czekamy). W kontenerze zabudowanych zostało ponad 100 tysięcy ogniw litowo-jonowych z katodą LFP w rozmiarze 21700 ułożonych w 160 modułach zgrupowanych w 20 pakietów o pojemności 95 kWh każdy. Łączna pojemność całego systemu wynosiła 1,9 MWh. W kontenerze znajdował się także układ ogrzewania/chłodzenia oraz, niepodłączone jeszcze, falowniki. Moc ciągła systemu wynosiła 800 kW. Cały kontener ważył 18 ton.

Chłodzenie kontenerowego magazynu energii o pojemności 2 MWh. Fot. KW PSP w Poznaniu.

Z relacji do jakiej dotarliśmy wynika, że sam transport kontenera do zakładu był monitorowany, a dane z pojazdu wykazują, że jechał on z niższymi prędkościami niż dopuszczalne, aby nie generować zbędnych drgań. Kontener był ponadto zabezpieczony wewnątrz na czas transportu. Wszystkie układy były porozpinane.

− Po dostarczeniu kontenera jeszcze zajrzeliśmy do środka. Wszystko było ładnie zabezpieczone. Następnego dnia rano, gdy mieliśmy go już zdejmować z naczepy, dostałem informację, że z kontenera ulatnia się dym. Gdy otworzyliśmy drzwi, w środku był czarny gęsty dym. Jakby ktoś sadzę tam rozsypał. Zamknęliśmy je i wezwaliśmy straż pożarną – relacjonuje w rozmowie z WysokieNapiecie.pl właściciel zakładu. – Niestety strażacy, którzy od razu przyjechali, nie mieli pojęcia jak postępować z takimi magazynami. Bali się go i nie otworzyli drzwi na wczesnym etapie pożaru, aby od razu chłodzić go bezpośrednio wewnątrz – dodaje nasz rozmówca. Jak mówi, szkolenie strażaków z postępowania z magazynami energii jest kluczową lekcją z tego pożaru.

Bez wątpienia strażacy mają dziś jeszcze mało doświadczenia z takimi pożarami. Było to jedno z pierwszych zdarzeń o tej skali w Polsce (jak wynika z danych CNBOP, wcześniej podobne zdarzenia miały jeszcze miejsce w 2024 roku w Trzebini i miejscowości Chonia koło Wadowic), Dlatego kierowanie akcją przejął zastępca komendanta wojewódzkiego PSP w Poznaniu, st. bryg. Tomasz Wiśniewski. To strażak z 30-letnim doświadczeniem, wykładał m.in. w Szkole Aspirantów PSP w Poznaniu i Szkole Głównej Służby Pożarniczej w Warszawie. Jest także biegłym sądowym w zakresie pożarnictwa, rzeczoznawcą i zajmuje się ustalaniem przyczyn pożarów. Ma już doświadczenia z pożarami systemów paliwowo-energetycznych, bowiem zajmował się m.in. zdarzeniami w blokach energetycznych w Dolnej Odrze, bazie Orlen Jedlicze, Elektrowni Bełchatów, Karolin oraz Jaworzno III o mocy 910 MW.

Dowódca akcji o pożarze w Czajkowie

Ze względu na precedensowy charakter pożaru i znaczenie tego artykułów dla celów szkoleniowych i szerzenia wiedzy na temat takich pożarów, poniżej publikujemy w całości obszerne wypowiedzi st. bryg. Tomasza Wiśniewskiego, kierującego działaniami ratowniczymi na miejscu, jakich udzielił portalowi WysokieNapiecie.pl:

− Zgłoszenie odebraliśmy o pożarze o 6:07 a lokalizację uzyskaliśmy o godzinie 13:42, co oznacza, że pożar nie rozprzestrzenia się a w tym przypadku to przede wszystkim moment, w którym doszło do ustabilizowania procesu ucieczki termicznej w ogniwach. Dozorowanie miejsca pożaru trwało do godziny 22:00. Nie znamy przyczyny pożaru, nie wiadomo czy zaczął się od ogniw, czy od innych urządzeń w jakie wyposażony był magazyn i nie wiem czy uda się to ustalić, bo wnętrze zostało dość mocno zniszczone. Temperatury wewnątrz kontenera, które zmierzyliśmy, wahały się od ok. 50 st. C na dole do prawie. 300 st. C pod sufitem. Możliwe więc, że nawet jakieś moduły bateryjne na spodzie kontenera jeszcze przetrwały. Generalnie jednak wnętrze jest mocno wypalone.

− W każdym razie pożar nie przebiegał tak gwałtownie, jak mogłoby się to wydawać. Kilka dni temu mieliśmy w Poznaniu do czynienia z pożarem baterii w hulajnodze elektrycznej i dysponując środki do tego pożaru trochę obawialiśmy się, że będziemy mieć do czynienia ze zwielokrotnionym nagłym pożarem tego typu. Jednak ucieczka termiczna była rozłożona w czasie, więc pożar nie był gwałtowny. Kontener stał na uboczu, przez co nie zagrażał zakładowi produkcyjnemu, ani – ze względu na kierunek wiatru – sąsiadom. W pobliżu przebiega jednak linia o napięciu 15 kV, którą spółka dystrybucyjna musiała odłączyć na czas akcji.

Na zdjęciu widoczna linia 15 kV, którą została wyłączona na czas akcji. Ze względu na ryzyko związane z zatruciem, w przypadku zmiany kierunku wiatru, ewakuowano także pracowników zakładu i część mieszkańców Czajkowa. Fot. KW PSP w Poznaniu.

− Stwierdziliśmy stężenia substancji niebezpiecznych blisko pożaru, ale już kawałek dalej atmosfera nie zagrażała ludziom. W pewnym momencie jedna ze ścian kontenera zrobiła się wypukła. Do tego zjawiska przyczyniła się temperatura oraz wzrost ciśnienia gazów pożarowych we wnętrzu. Początkowo nie widzieliśmy ognia i staraliśmy się doprowadzić do jego pojawienia się, aby gazy zaczęły się bezpiecznie spalać. Należało stabilizować temperaturę oraz wykonać rewizję i osiągnąć spalanie płomieniowe. To pozwala kontrolować zjawisko. Spalanie gazów jest wtedy korzystne i bezpieczne dla ratowników ponieważ nie gromadzą się stężenia wybuchowe. Należy pamiętać, że ogniwa będą spalać się bez udziału tlenu [jednak ilość dostarczanego tlenu z katody ogniw w tym pożarze okazała się na tyle mała, że pożar przed interwencją strażaków wszedł w fazę kontrolowanego przez wentylację, a zatem pożar rozwijał się znacznie wolniej niż działoby się to w otwartej przestrzeni z pełnym dostępem do świeżego powietrza. Strażacy obawiali się w związku z tym backdraftu i deflagracji gazów, których temperatura i stężenia nie były do końca znane – red.].

− Użyliśmy systemu tnąco-gaszącego do przebicia się przez obudowę, a następnie podawaliśmy do wnętrza mgłę wodną, aby obniżyć temperaturę wewnątrz kontenera. Następnie wycięliśmy otwory, aby podawać kolejne prądy wody do wnętrza. Na koniec otworzyliśmy już boczna wrota i mogliśmy podawać wodę bezpośrednio, aby schłodzić ostatnie ogniwa objęte pożarem.

Na zdjęciu widać gazy i parę wydobywające się z wnętrza kontenera oraz natarcie strażaków urządzeniem gaśniczo-tnącym Cobra, którym przebijają obudowę kontenera, aby schłodzić gazy znajdujące się u góry kontenera, przed jego otwarciem. Fot. KW PSP w Poznaniu.

− W sumie podaliśmy ok. 300 m3 wody. W działaniach brało udział 29 zastępów w ilości ponad 70 ratowników. Może się to wydawać bardzo przeszacowaną ilością przy czym mieliśmy pewność, że w przypadku niekorzystnego rozwoju zdarzenia będziemy gotowi do natychmiastowej interwencji.

− Z tego pożaru możemy wynieść kilka wniosków co do bezpiecznego konstruowania takich kontenerów z magazynami energii. Po pierwsze, ścianki kontenera powinny mieć odpowiednią klasę odporności ogniowej, po drugie, obudowa kontenera nie powinna być zbyt mocna, aby nie prowadzić do powstania wewnątrz bardzo dużego ciśnienia, które mogłoby ją rozsadzić odłamkując. Przydałyby się elementy dekompresyjne upuszczające nadmiar ciśnienia z wnętrza obudowy. Przydałyby się też systemy gaśnicze oparte np. na mgle wodnej lub innych, które przyniosą odpowiedni efekt schładzania i stabilizacji procesów termicznych.

− Myślę, że baterie są nieuniknionym elementem naszej codzienności, są potrzebne i będziemy ich mieć wokół siebie coraz więcej. Na pewno nie ma co siać wokół nich paniki, ale powinniśmy kłaść coraz większy nacisk na szkolenie z technik ich gaszenia – tłumaczy st. bryg. Tomasz Wiśniewski.

Meldunek PSP z pożaru w Czajkowie

Otrzymaliśmy także dostęp do meldunku PSP odnotowanego w Systemie Wspomagania Decyzji:

„W trakcie dojazdu na miejsce zdarzenia dysponowano 2 samochody z proszkiem gaśniczym z sąsiednich komend PSP. Po dojeździe pierwszych zastępów ustalono, że na placu manewrowym na wolnostojącej naczepie, w pobliżu linii energetycznej średniego napięcia znajduje się kontener morski typu chłodnia z instalacją magazynu energii elektrycznej o pojemności 1,99 MW[h]. Konstrukcja metalowa, dwupłaszczowa z izolacją z pianki poliuretanowej. Kontener sprawdzono kamerą termowizyjną na płaszczu zewnętrznym, a także wykorzystano detektor wielogazowy, którego pomiar wykazał 20ppm CO w pobliżu kontenera. Ratownicy pracowali w aparatach powietrznych. Sprawiono linie gaśnicze oraz wykorzystano drabinę przystawną do stworzenia stanowiska gaśniczego na wysokości w okolicach wydostającego się dymu. Zadysponowano grupę chemiczno-ekologiczną w celu sprawdzenia jakości powietrza w miejscu zdarzenia, Pogotowia Energetycznego w celu odłączenia zasilania linii oraz dodatkowo ciężkie samochody gaśnicze i cysterny, mające stanowić odwód taktyczny ze względu na wymaganą dużą ilość wody potrzebną do chłodzenia. Zorganizowano zaopatrzenie wodne poprzez dowożenie wody w początkowej fazie z hydrantów, a następnie utworzono punkt czerpania wody na rzece Łużyca oddalony o 2 kilometry od miejsca pożaru. Ustawiono kurtyny wodne, które miały za zadanie schładzanie kontenera oraz ograniczenie ilości dymu przedostającego się do atmosfery ze względu na drażniący zapach. Wstrzymano ruch na drodze powiatowej 5585 oraz wyznaczono i obsługiwano objazd – zadanie realizowane przez Policję. Prowadzono ciągły monitoring temperatury kontenera z wykorzystaniem drona (BSP) z kamerą termowizyjną. Prewencyjnie podjęto decyzję o wstrzymaniu pracy pobliskiego zakładu i ewakuacji osób z budynków znajdujących się w pobliżu miejsca zdarzenia. Podczas procesu chłodzenia zadymienie oraz temperatura stopniowo zwiększały się a kolor dymu przybrał barwę różową. Intensywność dymienia wzrastała z minuty na minutę. Kolejne pomiary z BSP ujawniły wzrost temperatury do około 290°C. Nadzór nad bezpieczeństwem strażaków przez dowódców poziomu interwencyjnego polegał na wprowadzeniu pomiaru czasu pracy ratowników w strefie, wyznaczeniu roty RIT (roty asekuracyjne) oraz wykorzystaniu odpowiednich ŚOI do miejsca prowadzenia działań. Podjęto działania w celu ograniczenia przebywania strażaków i pojazdów do niezbędnego minimum. Po dotarciu na miejsce zdarzenia pojazdu gaśniczego z systemem gaśniczo-tnącym COBRA wprowadzono mgłowy prąd wody z tego. Zamiar taktyczny przyniósł zamierzony efekt – pomiar temperatury wykazał jej spadek o połowę. W trakcie prowadzonego schładzania doszło kilkukrotnie do zapalenia się wyposażenia kontenera. Po konsultacjach zadecydowano o otwarciu drzwi kontenera i podaniu z działka sterowanego pilotem prądu gaśniczego wody do wnętrza. Doszło do pożaru w pełni rozwiniętego, które sukcesywnie gaszono. Przez cały czas trwania akcji na terenie działań wokół naczepy ograniczano rozprzestrzenianie się skażonej wody pogaśniczej przy pomocy maty sorpcyjnej. Przez kilka godzin schładzano obiekt do uzyskania temperatury 44°C i zakończono działania na poziomie strategicznym, a kierowania działaniami ratowniczymi kontynuowano na poziomie taktycznym. Kontynuowano cyklicznie pomiar temperatury. Spalony kontener wraz z naczepą przekazano właścicielowi a temperatura wewnątrz wtedy nie przekraczała 18°C. Na tym działania JOP zakończono.”

Zdjęcie termowizyjne z drona pokazuje wysoką temperaturę (ok. 300 st. C) w miejscach, gdzie znajdują się ogniwa. Fot. KW PSP w Poznaniu.

Policja i prokuratura prowadzą śledztwo ws. Czajkowa

Z informacji przekazanych nam przez Prokuraturę Rejonową w Ostrzeszowie wynika, że w sprawie prowadzone jest obecnie śledztwo w kierunku art. 163 kk, a więc sprowadzenia zdarzenia zagrażającego mieniu lub życiu wielu osób lub mieniu w wielkich rozmiarach. Prokurator chce przyjrzeć się zwłaszcza czy dym nie zagrażał okolicznym mieszkańcom. Jak poinformowało nas biuro prasowe Komendy Powiatowej Policji w Ostrzeszowie, biegły dokonał już oględzin na miejscu i na zlecenie prokuratury będzie wykonywać opinię. W toku postępowania prokurator chce także ustalić przyczyny pożaru, ale na dzisiaj nie ma żadnych dowodów wskazujących na udział osób trzecich.

Spalony magazyn zastąpi nowy

Jak przekazał nam właściciel fabryki, spalony magazyn planuje on zastąpić nowym. Ja tłumaczy, to kwestia rentowności jego firmy. Bez taniej energii przetwórstwo drzewne nie ma szans konkurencji na europejskim rynku, a bez magazynu energii zakład nie będzie mieć taniej energii. Czajków żyje wyłącznie z takich właśnie zakładów.  

Pożar domowej instalacji z magazynem energii

We wtorek, 31 marca 2026 w dwurodzinnym domu w południowej Polsce doszło do pożaru świeżo zamontowanej instalacji domowego magazynu energii elektrycznej. Został on dołączony do – istniejącej od lat – instalacji fotowoltaicznej. Prace wykonała duża firma, która wcześniej zamontowała także panele na dachu. Był to także jeden z pierwszych pożarów tego typu. Rok temu podobne zdarzenie miało miejsce w Chodzieży.

Jak wynika z informacji WysokieNapiecie.pl najprawdopodobniej ogień pojawił się  najpierw w rozdzielnicy elektrycznej, gdzie przyłączony był zarówno magazyn, jak i fotowoltaika, a następnie rozprzestrzenił na klatkę schodową. Bateria znalazła się w pomieszczeniu objętym pożarem, jej obudowa częściowo się stopiła, ale sam magazyn nie zajął się ogniem. W pomieszczeniu z rozdzielnicą i magazynem mieszkańcy nie mieli zamontowanych czujek dymu czy czadu, ale na szczęście stosunkowo szybko zauważyli dym i zawiadomili straż.

– Z perspektywy czasu myślę, że po takiej instalacji warto wziąć niezależnego elektryka, który po montażu przyjdzie i sprawdzi czy wykonawca na pewno wszystko wykonał dobrze, podokręcał itd. To może pomóc uniknąć takich zdarzeń. Jednak firma, która wykonała naszą instalację, zachowała się bardzo odpowiedzialnie. Pomogli nam zarówno w sprzątaniu skutków pożaru, jak i odbudowie zniszczonej części instalacji elektrycznej. Otrzymaliśmy także wsparcie ich działu prawnego – mówiła nam dzień po pożarze właścicielka instalacji.

W efekcie pożaru niezbędny będzie remont budynku − wymiana okien w całej klatce schodowej i ganku, drzwi wewnętrznych na klatce i drzwi wejściowych, grzejników, płytek na schodach, instalacja w mieszkaniach na każdym z piętrze, malowanie wszystkich mieszkań oraz wymiana zalanych paneli.

Magazyny trzeba instalować z głową

Po tym zdarzeniu nowy magazyn energii elektrycznej został już zainstalowany w garażu, zamiast na klatce schodowej. To znacznie lepsze miejsce. Ze względów bezpieczeństwa i rozprzestrzeniania się dymu, montaż na dole klatki schodowej nie był z pewnością najlepszym pomysłem. W tej chwili trwają prace nad nowelizacją rozporządzenia o warunkach technicznych budynków, który będzie wskazywać właśnie garaże i pomieszczenia techniczne, jako miejsca na montaż baterii.

Zwraca na to uwagę także st. bryg. Tomasz Wiśniewski z KW PSP w Poznaniu. − Jeżeli mowa o mniejszych, domowych magazynach energii, to z pewnością najbezpieczniej jest lokalizować je przede wszystkim na zewnątrz, a jeżeli nie jest to możliwe, to w garażach lub pomieszczeniach gospodarczych wydzielonych drzwiami, takimi jak np. kotłownie. Podobnie fotowoltaikę, jeżeli nie musimy jej montować na dachu, tylko mamy kawałek gruntu, to oczywiście lepiej jest ją posadowić razem z falownikiem na gruncie – mówi.

− Ryzyka pożaru takich urządzeń nigdy nie ograniczymy do zera, więc warto je montować z głową i znaleźć dla nich takie miejsce, które – przede wszystkim – nie zagraża ewakuacji ludzi i nie doprowadzi do szybkiego rozprzestrzeniania się ognia. Nie montujmy choćby falowników czy baterii na poddaszu. Ważne jest także, aby strażacy wiedzieli, że w danym domu czy mieszkaniu mamy fotowoltaikę, lub magazyn energii, aby podczas interwencji mogli bezpiecznie je rozłączyć – dodaje w rozmowie z WysokieNapiecie.pl.

St. bryg. Tomasz Wiśniewski zwraca uwagę na jeszcze jedno zjawisko, które jest dziś raczej niszowe, ale rodzi niepokój strażaków. − Na pewno robienie magazynów energii z używanych pakietów czy modułów bateryjnych samochodów elektrycznych tworzy dodatkowe, dużo większe ryzyko, niż oryginalne baterie stacjonarne. Z takimi urządzeniami trzeba szczególnie uważać i lepiej jednak korzystać z fabrycznych rozwiązań, niż tworzonych chałupniczymi metodami – przestrzega nasz rozmówca.

Moc domowych magazynów energii elektrycznej u prosumentów rośnie dziś dużo szybciej, niż 9 lat wcześniej rozwijała się fotowoltaika.

Jak zadbać o bezpieczeństwo pożarowe baterii?

Dostępne statystyki z Niemiec czy Wielkiej Brytanii wskazują, że ryzyko pożarów bateryjnych systemów magazynowania energii jest bardzo małe, a ryzyko rozpoczęcia takiego pożaru od samych ogniw jest jeszcze kilkukrotnie mniejsze. W przypadku domowych systemów magazynowania mówimy o poziomie zbliżonym do częstotliwości pożarów lodówki. Są one jednak medialne, przez co tworzą wrażenie znacznego zagrożenia. Jak przekonywało niedawno Międzynarodowe Stowarzyszenie Służb Pożarniczych i Ratowniczych (CTIF) takie zjawisko występowało w przypadku aut elektrycznych, które palą się rzadziej od aut spalinowych, a ich pożary przebiegają często mniej spektakularnie niż aut z pełnym bakiem paliwa czy butlami LPG, ale budzą nieproporcjonalnie duże zainteresowanie, ponieważ jest to nowa technologia. Ze znacznie większą częstotliwością pożary domów powodują baterie elektroniki użytkowej – rowerów elektrycznych (co trzeci pożar związany z bateriami w Wielkiej Brytanii), telefonów komórkowych, laptopów itp., czyli ogniwa narażone na wstrząsy, drgania i uderzenia w codziennym użytkowaniu.

Jednak montując baterię stacjonarną w domu, warto zadbać o kilka kwestii, które jeszcze bardziej ograniczą ryzyko z nią związane. Oto kilka zasad, które warto wziąć pod uwagę:

Najlepiej, aby magazyn zamontowany wewnątrz budynku znajdował się w pomieszczeniu zwykle zamykanym, choćby zwykłymi drzwiami

Korzystaj tylko ze sprawdzonych instalatorów z uprawnieniami

Kupuj baterie i falowniki od renomowanych producentów

Zadbaj, aby instalator korzystał z dobrych jakościowo kabli i złączek

Nie instaluj w domu baterii robionej chałupniczymi metodami

W miejscu montażu baterii zamontuj czujkę dymu i czadu

Rozważ montaż instalacji monitoringu baterii w podczerwieni z systemem gaszenia wodą

Odsuń magazyn energii, falownik i rozdzielnicę od palnych przedmiotów na co najmniej 30-50 cm

Pomaluj ścianę na których je montujesz farbą z wermikulitem

Nigdy montuj magazynu na drodze ewakuacyjnej

Najlepszymi miejscami na montaż baterii będą kolejno: podwórze, budynek gospodarczy, garaż, pomieszczenie gospodarcze w domu, kotłownia, łazienka, w ostateczności salon lub kuchnia, ale z dala od dróg ewakuacyjnych. Nigdy nie powinno być to pomieszczenie gdzie zwykle śpią ludzie

Tekst. wysokienapiecie.pl

Exit mobile version