Mazurskie Ochotnicze Pogotowie Ratunkowe musi sprzedać jedną ze swoich łodzi. To efekt zbyt niskiego finansowania tej ważnej jednostki.
O sprawie informuje dzisiaj stacja RMF FM. Ratownicy MOPR żeby otrzymać środki na zapewnienie bezpieczeństwa na szlaku Wielkich Jezior Mazurskich muszą każdego roku startować z konkursach Urzędu Wojewódzkiego i innych instytucji.
Powinniśmy dostawać 2-3 miliony złotych na utrzymanie etatów, wymianę sprzętu, aby zapewnić bezpieczeństwo na szlaku. Dotacje, które otrzymujemy od urzędu wojewódzkiego to kwota niewiele ponad 500 tysięcy złotych i od kilku lat, kwota jest zmniejszana – mówi RMF FM Jarosław Sroka, szef Mazurskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego.
Żeby zapewnić środki na bieżące wydatki, w tym wypłaty, które są na poziomie najniższej krajowej MOPR zdecydował się na radykalny krok. Zamierzają sprzedać jedną ze swoich łodzi, chcą za nią otrzymać ponad 200 tysięcy złotych.
Brak środków będzie miał jeszcze jeden efekt. Nie zostaną kupione nowe lub odnowione boje kardynalne, które rozstawiane są na szlaku.
Ciężka, ale wymuszona decyzja. Nie zostanie oznaczonych kilka wypłyceń, kamieni. Nieoznaczona zostanie zatoka Łuknajno, Ptasi Róg na jeziorze Kisajno, a także mielizna na jeziorze Bocznym. Zdajemy sobie sprawę, że to może utrudnić żeglowanie, ale nie mamy pieniędzy, aby oznaczyć te miejsca – mówi szef MOPR.
Po informacjach RMF FM na temat absurdalnej sytuacji MOPR, wojewoda warmińsko-mazurski przekazał ratownikom informację, że wszystkie środki przeznaczone w tym roku na ratownictwo wodne zostały rozdysponowane. Ratownikom pozostaje ponownie apelować do rządzących o rozwiązania systemowe podobne do tych w TOPR i GOPR.

















